21 lutego 2015

One Night

 Pod tym "☕" są ukryte soundtracki, i wydaje mi się, że z nimi będzie się lepiej czytać :)  



  

 
Siedziałem w aucie pod szkołą artystyczną, czekając na mojego młodszego brata Jongina. Chłopak cały tydzień chodził naburmuszony, obrażając się na cały świat tylko dlatego, że nasza mama w końcu wzięła się za tego debila i podjęła wszelkich starań, aby zaczął się uczyć.
Kai był w drugiej klasie liceum i powinien się opamiętać, bo samymi imprezami niestety się nie żyje.
Oczywiście nie obeszło się bez fali protestów, bo jak? Kim Jongina miało nie być na domówce przyjaciela? Bzdura. Był nieugięty, ale była dla niego jedna rzecz ważniejsza niż imprezowanie, "przyjaciele" i wszystko inne. Taniec. Mama postawiła mu proste ultimatum, albo poprawi swoje oceny i przestanie olewać szkołę, albo nie będzie opłacać mu zajęć tanecznych.
Od tamtej pory wyniki Kai'a szły w górę, a ja zostałem zmuszony zostać jego osobistym szoferem, aby mama miała pewność, że po treningach nie zachce mu się odwiedzić jakiegoś klubu. Męczyło mnie to ciągłe odstawianie go do domu, ale powiedzmy, że mogłem się poświęcić, dla dobra tego dzieciaka.
Drzwi energicznie się otworzyły, po czym chłopak bez powodu nimi trzasnął. - Spokojnie Sehun, hormony mu buzują, co za denerwujące stworzenie. - Nawet na niego nie patrząc ruszyłem w stronę naszego domu.
W aucie panowała cisza i mimo coraz dłuższych dni na dworze już się ściemniało. Trochę się zdziwiłem, że mój brat ani razu się nie odezwał, chociażby po to, aby ponarzekać na cały świat, a co dziwniejsze, do moich uszu dochodziły mocne dźwięki ciężkiego metalu, co kompletnie nie pasowało do Jongina. W każdym razie i to postanowiłem zignorować.
Kiedy pojechaliśmy pod dom, chciałem żeby wysiadł, w końcu to, że on tu mieszkał, nie znaczy, że ja też. Miałem dwadzieścia jeden lat, co chyba upoważniało mnie od wyrwania się z rodzinnego gniazdka i samodzielnego życia.
- Wyłaź młody. - Jasne, mogę sobie mówić, zostałem kompletnie olany, bo przecież dalej trzymał te swoje kabelki w uszach.
- Wyszedłem, po czym otworzyłem mu drzwi i prawie zadławiłem się śliną, bo z tego co pamiętałem, Kai zawsze nosił jakieś adidasy lub coś do tego podobne, ale na pewno nie glany.
Chłopak miał kaptur, ale i tak zauważyłem, że jest o wiele drobniejszy niż Kai. Zrobiło mi się całkowicie gorąco, bo osoba, którą przywiozłem pod dom na pewno nie była Jonginem.
Wypuściłem powietrze z płuc, kiedy zauważyłem twarz chłopaka z przymkniętymi oczami. Był piękny, miał rozburzone włosy, mocno rozjaśnione w odcieniu szarości. Pełne drobne usta, na których w prawym kąciku widać było ślad zaschniętej krwi.
Delikatnie zamknąłem drzwi, żeby go nie obudzić i zacząłem się zastanawiać co mam zrobić. Przez prawie godzinę wiozłem ze sobą obcego chłopaka, co znaczyło, że nie odebrałem Jongina.
Wyciągnąłem telefon, aby skontaktować się z mamą. Odblokowałem urządzenie, a w rogu ekranu zauważyłem czerwoną strzałkę z numerem siedem. Domyśliłem się, że wszystkie nieodebrane połączenia są od mamy.
To nie tak, że codziennie wydzwaniała do mnie, w każdym razie nacisnąłem na zieloną słuchawkę, żeby oddzwonić.
- Sehun, do cholery jasnej, możesz mi powiedzieć, dlaczego nie odebrałeś Kai'a? Po za tym gdzie ty trzymasz ten telefon, że go w ogóle nie słyszysz?!
- Zaszły pewne komplikacje, gdzie on jest? Pojadę po niego, tylko się tak nie denerwuj.
- Jest w domu, ojciec przejeżdżał koło szkoły i go zabrał. Chciałam do ciebie zadzwonić, żebyś już po niego nie jechał, gdziekolwiek byłeś, ale oczywiście telefon wyciszony?
- Przepraszam, ale musisz mnie zrozumieć, że praca w biurze wymaga wyciszenie komórki, tym bardziej przy rozmowie z szefem, miałem dzisiaj zły dzień, wiec skoro Jongin jest w domu, to nie rozumiem po co się kłócić. Ja kończę, muszę jeszcze coś załatwić. - Rozłączyłem się. Nie chciałem słuchać jej wywodów, tak jak już powiedziałem, jestem dorosły i nie musi mnie ciągle umoralniać.
Odjechałem z zamiarem podjechania do własnego domu. Nie miałem pojęcia, co zrobić z nastolatkiem z tyłu. Był wiele kilometrów od miejsca z którego go zabrałem. Po piętnastu minutach byłem pod blokiem mojego mieszkania.
Szturchnąłem blondyna, aby się obudził i powiedział mi gdzie mieszka, czy cokolwiek, bo w  byłem całkowicie zdezorientowany.
Nie obudził się od razu, dopiero po jakimś czasie. Widać było, że nie do końca wiedział co się działo. Zmarszczył uroczo nosek, i trochę mniej uroczo zapytał:
- Gdzie ja kurwa jestem?
- W moim aucie.
- A ty kim jesteś
- Sehun.
- Aha.
Przez chwilę między nami panowała całkowita cisza, nie licząc głośnej muzyki z jego słuchawek.
- Może inaczej. Co ja tutaj robię?
- Władowałeś się do mojego auta i wywiozłem cię do mojego domu.
- Nie. Wsiadłem do auta mojego przyjaciela.
- Może jednak coś ci się pomyliło.
- Kurwa, nie mogłeś mi czegoś powiedzieć?!
- Myślałem, że jesteś moim bratem, nie patrzyłem, czy to faktycznie on czy nie i pojechałem!
- Nie krzycz na mnie!
- To ty krzyczysz.
- Pierdol się. Które mieszkanie to twoje?
- Odwiozę cię do domu, czy gdzie tam chcesz, ale nie wpuszczę obcego człowieka do domu, tym bardziej na noc jeżeli o to ci chodzi.
- Hollywood, zawsze chciałem tam pojechać, ale trochę mnie nie było stać, więc jak już pytasz gdzie, to...
- Na prawdę nie mam ochoty na żarty.
- W sumie to ja też, więc powtórzę się. Które twoje?
Miałem dość, byłem zmęczony, a ten chłopak sprawiał, że moje ciśnienie znacznie się podwyższało. Powstrzymując się przed wybuchem nerwów, bez słów, poprowadziłem go do swojego mieszkania. Dla świętego spokoju.
Weszliśmy do salonu, odłożyłem wszystkie teczki z papierami i ruszyłem w stronę kuchni. Chciałem przekąsić coś lekkostrawnego, wziąć prysznic i położyć się spać. Miałem gdzieś, co zrobi ten chłopak.
Zrobiłem sobie i jemu kanapki, po czym razem z gorącą herbatą przyniosłem wszystko do pokoju.
Chłopak właśnie rozsznurowywał swoje buciory, kiedy ja uświadomiłem sobie, że nawet nie wiem jak się nazywa.
Położyłem wszytko na stół.
- Chcesz mi powiedzieć coś o sobie? Wiesz, tak tylko pytam.
- Luhan.
- Tylko tyle?
- Jedyne, co wiem o tobie, to to, że masz na imię Sehun, jest po równo.
- Okej tyle mi wystarczy.
- Chcesz mi dać ciuchy na zmianę?
Podszedłem do szafy wyciągając jakąś bluzkę i bokserki. Podałem mu je, po czym usiadłem na fotelu, żeby zjeść kolację.
W tle z mojej wierzy leciały piosenki The 1975. Nie rozmawialiśmy. Ponownie spojrzałem na jego usta.
- Co ci się stało?
Przejechał językiem po ranie, która pękła pod wpływem delikatnego uśmiechu.
- Kłótnia z chłopakiem. Byłym chłopakiem. Właściwie nowym chłopakiem mojego byłego chłopaka. - Zrobiło mi się go szkoda, kiedy zobaczyłem ból w jego oczach.
- Zresztą nie ważne. Jesteś gejem?
- Nie.
- W porządku. - Ściągnął koszulkę ukazując swoją klatkę piersiową, płaski brzuch, wystające biodra. Był chudy, był stanowczo za chudy.
Tak na prawdę nie byłem pewien czy nie jestem homoseksualistą. Powiedziałem tak, bo tak mi się wydawało, ale czy tak było? Nigdy nie miałem kobiety, którą darzyłbym jakimś szczególnym uczuciem, ale to wydawało mi się być dobrą odpowiedzią.
Luhan założył moją koszulkę, która była na niego zdecydowanie za duża, ale mnie to nie obchodziło. Przez chwilę pomyślałem, że wolałbym, żeby został bez niej.
- W porządku. - uśmiechnął się do mnie.
Cokolwiek to znaczyło, poszedłem się myć. Brudne ciuchy rzuciłem do koszyka po czym napuściłem do wanny gorącej wody. Kąpiel sprawiła, że się odprężałem, ale nie tym razem. Luhan cały czas zaprzątał moje myśli. Zastanawiało mnie czy jest pełnoletni. Przecież, on wydaje się być taki delikatny. Nie potrafiłem zrozumieć, jak ktoś potrafił go tak mocno skrzywdzić.
- Poszedłem do salonu tylko po to, żeby powiedzieć Luhanowi, że łazienka jest wolna.
Zastałem go, przy zgaszonym świetle z papierosem w dłoni. Podszedłem do niego i oparłem się o barierki. Dopiero po chwili zauważyłem, że z jego oczu wylewają się pojedyncze łzy i był to najsmutniejszy widok  na jaki miałem okazję patrzyć w ciągu ostatnich tygodni. Ból był wyraźny tylko w jego oczach, bo mimika twarzy była niewzruszona, nie wyrażała niczego.
Nie wiedziałem co mógłbym powiedzieć. Przez chwilę myślałem, czy powinienem go przytulić, ale to byłoby nie na miejscu. Znałem go od paru godzin. Na dworze nikogo nie było, brukowe uliczki owiewała pustka.
- Czym jest dla ciebie seks? - Pytanie zawisło w powietrzu. Zdziwił mnie swoją bezpośredniością, ale nie zamierzałem nie odpowiadać.
- Przyjemnością. - Pokiwał głową, ale nie patrzył się na mnie. Swój wzrok kierował gdzieś przed siebie, dalej roniąc przy tym łzy.
- Czyli mógłbyś spać z osobą, do której nie czułbyś niczego więcej niż pożądanie?
- Tak.
Przez kolejne piętnaście minut ciszy, Luhan wypalił dwa papierosy. Na zewnątrz robiło się chłodno, mimo że był już początek czerwca.
Jakbyś czegoś potrzebował możesz mnie obudzić. - wyszeptałem i odwróciłem się w stronę sypialni.
- Jasne.
Położyłem się na łóżku owijając ciepłą pierzyną. Słyszałem jeszcze jak Luhan nalewa wody do wanny. W jakiś sposób mu ufałem i wiedziałem, że niczego nie ukradnie. Nie był tym typem człowieka.
Zasnąłem.
 

Moje całe ciało było rozpalone. Nie wiedziałem co się dzieje.
Luhan.
Czułem nieśmiałe pocałunki na szyi, obojczykach i twarzy. Były delikatne, kryły za sobą wiele uczuć. Wyciągnąłem dłoń aby dotknąć policzka Luhana. Jedna z lampek nocnych była zapalona, chłopak miał zeszklone oczy.
- Powiedziałeś, że jakbym czegoś chciał, mam cię obudzić.
- Co się stało? - Zapytałem zdziwiony.
- Pieprz się ze mną Sehun. Proszę. - Widziałem desperację i pragnienie w jego oczach. - Skoro potrafisz, kogoś rżnąć bez uczuć, broszę zrób to. Chcę zobaczyć jak to jest, kiedy nie wkładasz w to żadnych uczuć. Tylko przyjemność. Sehun proszę.
- Przepraszam.
- Nie skrzywdzisz mnie, przysięgam.
 Nabrałem powietrza w płuca, chcąc zaprzeczyć.
- Proszę. - zapłakał głośno.
Nie chciałem, go takiego widzieć, już wolałem, kiedy jedyną emocją na jego twarzy była pogarda. Zbliżyłem się do niego scałowując z niego łzy, chciałem sprawić mu przyjemność, o jaką prosił. Żeby jedyne co poczuł to podniecenie i gorąco.
Przewróciłem go na plecy, tak abym mógł nad nim zawisnąć. Moje usta poznawały jego ciało, ręce gładziły ramiona i twarz, co jakiś czas ścierając łzy. Słyszałem jak jego oddech stawał się płytki, a serce zaczęło bić mocniej i szybciej. Nie przerywałem pieszczot. Jego dłonie zacisnęły się na moich włosach, nie przeszkadzało mi to, wręcz przeciwnie, chciałem czuć każdą jego reakcję, chciałem mieć pewność, że oddaje się chwili.
- Staraj się o nim nie myśleć.
- Nie chcę, ale to trudne - wydyszał.
Pocałowałem go mocno, aby miał świadomość, że tu jestem, nasze języki splatały się w namiętności.
- Staraj się nie zamykać oczu. Staraj się zwracać uwagę na mnie. Staraj się czuć każdy dotyk, który ci daję. Zapomnij o uczuciach, daj się ponieść rozkoszy.
Przytaknął.
Zjechałem pocałunkami na podbrzusze, bawiąc się jego gumką od bokserek, po chwili się ich pozbywając. Muskałem jego wewnętrzną stronę ud, kiedy on zostawiał mocne, czerwone ślady po paznokciach na moich plecach.
Słyszałem jego ciche prośby o więcej, chciałem żeby czuł się jak najlepiej, mimo że zadawałem sobie sprawę z tego, że nie był to jego pierwszy raz, tak go właśnie traktowałem.
Nie chciałem, żeby go bolało. Sięgnąłem po oliwkę, rozlewając ją przy jego wejściu i delikatnie włożyłem pierwszy palec. Krzyknął dość głośno. Chciałem dać mu czas, aby się przyzwyczaił, po chwili zacząłem nim delikatnie poruszać. Nie przerywając pocałunków na jego szyi, dołożyłem kolejne dwa. Widziałem jak bardzo chciał bliskości
- Sehun, ja na prawdę jestem już gotowy.
Jego twarz cała była zarumieniona, a na czole pojawiły się kropelki potu. Przez jego oczy przemawiała przyjemność. Byłem z siebie cholernie dumny, że chociaż na tą chwilę sprawiłem, że przestał myśleć o tym dupku.
Odszukałem jego dłoni i złączyłem ją w mocnym uścisku ze swoją własną.
Wszedłem w niego szybko, a z jego ust uleciał zduszony jęk. Odchylił głowę do tyłu, po czym podniósł biodra na znak, żebym kontynuował. Całowaliśmy się wymieniając się szybkimi oddechami.
Wiedziałem, że jest mu dobrze, lecz nie tylko on czerpał z tego satysfakcję.
Oparłem swoje czoło o jego i zacząłem w niego pchać o wiele intensywniej i mocniej, na co odpowiadał mi głośnymi jękami. Cały pokój przesiąknięty był erotyzmem, było duszno, a mi kręciło się w głowie.
Chłopak wygiął się w łuk, krzycząc głośno dając upust wszystkiemu co się wewnątrz niego kłębiło.
Szczytowałem chwilę po nim, a zaraz po tym, mało subtelnie na niego opadłem.
Czułem jego usta w zagięciu swojej szyi. Nie obchodziło mnie, że jest cholernie niewygodnie. Zasnąłem obejmując go w szczelnym uścisku.
Nie myślałem o tym co będzie później. Pozbyłem się każdej myśli, która nie zawierała w sobie Luhana.

***

Obudziłem się dość wcześnie, ale nie miałem zamiaru wstawać, dopóki Luhan się nie obudził. Miałem gdzieś firmę. Raz w życiu mogłem pozwolić sobie na chwilę relaksu.
Chłopak powoli wyplątał się z mojego uścisku. Zdezorientowany spojrzał na siebie i z powrotem opadł na poduszki.
- Czyli to mi się nie przyśniło?
- Nie.
- Mogę iść się umyć?
- Nie musisz się pytać.
Jak mam być szczery, troszkę inaczej to sobie wyobrażałem. Myślałem, że po naszej wspólnej nocy stanie mniej szorstki, ale chyba się przeliczyłem.
- Luhan? - Mruknął coś cicho w odwiedzi. - Pomogłem ci chociaż trochę?
- Chciałem seksu bez uczuć. - Odszedł.
Całkowicie mnie zmroziło. Nie rozumiałem o co chodziło temu szczeniakowi. Dałem z siebie na prawdę dużo, żeby czuł podniebną rozkosz.
Wszedł do salonu ubrany w swoje ciuchy. Wyciągnął z tylnej kieszeni paczkę fajek i zapalniczkę. W samotności wyszedł na balkon a ja obserwowałem, jak przez otwarte drzwi do mojego domu wlatuje dym.
Podszedłem do niego i zapytałem:
- Dlaczego twój związek się zakończył?
- Xiumin... Powiedział, że seks ze mną był beznadziejny. - Zamurowało mnie. - Też tak uważasz?
- Nie.
Cisza.
- Dlaczego chciałeś seksu bez uczuć?
- Żeby wychodząc z tego domu, nie żałować, że nigdy więcej cię nie zobaczę.
- Nikt nie powiedział, że to musi być ostatni raz kiedy mnie widzisz.
- Ja tak powiedziałem. - Patrzyłem na niego z otwartą buzią.
- Dlaczego? - poczułem się zraniony? Chciałem się nim zaopiekować.
- Bo jedyne czego chciałem, to zobaczyć jak to jest wykorzystać kogoś bez poczucia winy, chciałem zobaczyć czy poczułbym tyle satysfakcji, co Xiumin, ale ja jestem inny i czuję się jak gówno, bo się po prostu zabawiłem.
- Zrobiłem coś nie tak? - zapytałem zrezygnowany.
- Nie. Wszystko było idealne.
- Więc dlaczego?
- Bo Xiumin jest chujem, ja jestem jeszcze większym chujem, a ty jesteś zbyt dobry, to się nie klei.
- To wszystko jest pojebane.
- Zgadzam się. Przepraszam.
- Luhan... - położyłem dłoń na jego policzku.
- Nie Sehun, nie mogę.
Wyszedł. Wcale nie sprawiłem, że poczuł się lepiej.
Nie wiem, czy z mojego powodu nie poczuł się jeszcze gorzej.
Ta noc wiele zmieniła w moim życiu.

Po paru latach założyłem rodzinę, która jest dla mnie najważniejsza. Mimo wszystko...
Nigdy nie będę potrafił przyznać, że jestem wierny swojej żonie, ponieważ zdradzałem ją każdego wieczoru z każdym zapalonym papierosem, budzącym wspomnienia o Luhanie.
Nigdy nie będę potrafił powiedzieć, że poczułem przy kimś coś silniejszego niż to, co poczułem przy Luhanie.
Nigdy nie będę potrafił powiedzieć, że zakochałem się w Luhanie, ale cokolwiek to było, nigdy też nie będę mógł przyznać, że kiedy miałbym okazję przeżyć to jeszcze raz, nie skorzystałbym.   



END







W każdym razie, wooow, gratulacje dla wszystkich, którzy przez to przebrnęli i przeczytali do końca, bo mam wrażenie, że to najgorszy ficzek jaki do tej pory wyszedł z pod moich rąk, serio xDD To jest tam mało ambitne, że aż mnie boli, ale ogarnęłam to dopiero jak skończyłam pisać... ogólnie mam wrażenie jakby to było takie mało płynne? Nie wiem. Nie wiem, co, ale coś z tym ficzkeim jest nie tak. 
Nie sprawdzałam tego jeszcze tak dokładnie, ale w najbliższym czasie na pewno to zrobię.
Zapraszam do komentowania, może od was się dowiem, co :))

10 stycznia 2015

"Holiday" III

Powoli zaczynałem się przyzwyczajać do tego, że dom TaoRisa w praktyce należał do wszystkich. Nasi przyjaciele wchodzili i wychodzili, kiedy tylko chcieli i muszę przyznać, że ostatnie dni były najlepszymi ze wszystkich wakacji, jakie miałem. Jakby ktoś kazał mi krótko opisać miejsce mojego pobytu, odpowiedziałbym „dom wariatów”, bo nic bardziej trafnego nie przychodziło mi do głowy.
- Sehun! Hunnie no! Nie uciekaj! – krzyczał zrozpaczony Luhan.
W spokoju jak cywilizowany człowiek leżałem rozwalony na kanapie, czując dość mocny powiew wiatraka, który chodź trochę łagodził upalne powietrze. Ledwo udawało mi się oddychać, a po czole spływały kropelki potu. Ten jakże warty opisania moment przerwał huk obijanych drzwi o ścianę. Szybkim krokiem z naburmuszonym wyrazem twarzy w moją stronę szedł Sehun. Oczywiście nie można pominąć, że zaraz za nim podążał Luhan, który jęczał coś o tym, żeby Oh nie był zły. Widziałem jak tęczowy zbliża się do mnie i nie zdążyłem nawet wstać, kiedy poczułem jak całe sto osiemdziesiąt centymetrów człowieka, rzuca się na moje biedne, drobne niczemu winne ciało.
- Suhoo, Luhan mnie nie docenia! – powiedział załamanym głosem. 
         Duszony ciężarem młodszego, kątem oka spostrzegłem Chanyeola. Nawet nie wiedziałem, że tutaj był. Patrzył na nas z szeroko otwartą buzią i widziałem jak guma, którą żuł wysuwa się z jego ust i ląduje na ziemie. Moja pedantyczna strona w środku krzyczała z bólu, bo to było O-BRZY-DLI-WE. Dokładnie ująłem wzrokiem, jak po jego brodzie spływa stróżka śliny, po czym jakby wyrwany ze swojego świata, zagłuszając głośne prośby o wybaczenie Luhana, wydarł się na cały dom:
- Kanaaaaaaapka!
W duchu zacząłem się modlić, aby to coś, co steruje tym okropnym światem zlitowało się nade mną i sprawiło, aby Yeol zanim na mnie skoczy poślizgnął się i nie wypełnił swojej głupiej myśli. Niestety. Życie lubi mnie męczyć i po chwili już czułem jak te dwumetrowe zwierzę łamie mi kości, a potem słychać już było tylko mój i Sehuna pełen bólu, zduszony jęk.
- Złaźcie ze mnie wszyscy, póki jeszcze nie straciłem na was całej mojej cierpliwości.
Nawet żadnego z nich nie informując, zrzuciłem ich z siebie. Czułem się taki lekki, w końcu to prawie dwieście kilo mniej. Już miałem wyjść z pokoju, kiedy moja głowa odbiła się od czegoś nadzwyczaj twardego, aż cofnąłem się parę kroków w tył. Byłem pewien, że w tamtym miejscu nie było ściany, no chyba, że dom Tao to Hogwart i te ściany potrafią się magicznie znikąd pojawiać.
- Oh, Junnie, bądź bardziej ostrożny, możesz sobie zrobić krzywdę – powiedział z udawaną troską Chen.
Ten cyniczny uśmieszek miałem mu ochotę zerwać i nigdy więcej nie mieć okazji go oglądać. Chyba każdy, kto mnie znał wiedział, że ja i Chen dosłownie nie potrafimy wysiedzieć ze sobą paru minut, żeby się o coś nie posprzeczać. To może być cokolwiek, chociażby głupi kolor bluzki Krisa.
- Przeżyje, jeżeli pewne osoby nie będą ingerować w moje życie. – Czułem to napięcie, które się między nami tworzyło. Bywały momenty, że Chen budził we mnie jakiegoś diabła, który, na co dzień był głęboko we mnie uśpiony. Czasami wystarczył sam widok tego chłopaka, aby się wybudził i przejmował kontrole nad moim zachowaniem.
- Mówisz o mnie? Naprawdę mam lepsze zajęcia.
- Dobra, po prostu idź sobie!
Mówiąc to, dźgnąłem go palcem w klatkę piersiową, a zaraz potem do moich oczu zaczęły napływać łzy. To tak cholernie bolało, nie rozumiałem jak on mógł mi to zrobić.
- Suho, wszystko w porządku?
- Jeszcze się bezczelnie pytasz, złamałeś mi palca sieroto!
- Przecież ja nic nie zrobiłem, nikt ci nie kazał mnie ruszać. – Popatrzyłem na niego wzrokiem, który mówił, że nawet nie wie jak bardzo się pomylił. – Dobra daj to – powiedział.
Złapał mnie za rękę i pociągnął do kuchni, a tam kazał usiąść na krześle.
- Może nie studiuję medycyny jak Yixing, ale gołym okiem widzę, że złamany nie jest, więc nie dramatyzuj.
Podszedł do szafki, gdzie walały się wszelkiego rodzaju lekarstwa i wygrzebał stamtąd bandaż i jakąś maść.  Złapał mnie delikatnie za dłoń i zaczął nakładać maź. Może gdyby nie była to prawa ręka zrobiłbym to sam, ale nie niestety trafiło właśnie na nią. Wziął długi biały patyczek i przyłożył go do palca, po czym starannie nakładał opatrunek.
- Lay byłby ze mnie dumny.
- Tak, nie wątpię, wiecie może, co się dzieje HunHanowi? – zapytał Baek, wchodzący do kuchni.
- Nie wiem, przenieśli swoją awanturę ze swojego domu do naszego, bo przecież, niszczenie cudzego spokoju, to takie szlachetne zajęcie. Luhan najwyraźniej czymś wkurzył Sehuna i ten strzelił na niego focha.
- Przypominają mi mnie i Yeolliego, kiedy byliśmy w wieku Hunniego– rozmarzył się Byun.
- Baek, to wcale nie było jakoś dawno, po za tym z tego, co wiem to Luhan jest od ciebie starszy.
- Co ty wiesz o życiu, dobra nie przeszkadzam wam – rzucił nam jednoznacznym uśmiechem.
- Głupek – prychnąłem. – Możesz mnie zostawić, już nie boli.
Wstałem i poszedłem do salonu. Na kanapie siedział HunHan, gdzie Sehun łypał spod byka, morderczym wzrokiem na Luhana. Na podłodze usiadł Byun i gdzieś w otchłani świadomości chciałem mu coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co.
- Hunnie, co się stało? – Zapytał troskliwym głosem Baek.
- Luhan hyung nie docenia moich starań.
Ledwo co ogarnięty Tao, zaciekawiony podszedł do nas wszystkich i dosiadł się obok Luhana.
- To wcale nie tak Sehun… - powiedział już chyba zmęczony tym wszystkim Luhan.
- Tylko tak mówisz! Doskonale wiesz, że nienawidzę rano wstawać, ale to zrobiłem żeby sprawić ci przyjemność. Przygotowałem kanapki, przy których się starałem, przyniosłem ci śniadanie do łóżka, nawet nie oblewając się przy tym herbatą, a ty powiedziałeś tylko „Dzień dobry”, ugryzłeś kawałem bułki, wyplułeś ją, po czym powiedziałeś, że są gumowe i poszedłeś spać! Wiesz jak się wtedy poczułem? – powiedział z lekko drgającą wargą.
Muszę przyznać, że nawet na mnie ten widok w jakiś sposób podziałał. Może dlatego, że zawsze myślałem, że ten dzieciak nie zna znaczenia słowa smutek.
- Sehun, przepraszam! – blondynek zaczął głośno płakać. – Ja po prostu rano nie wiem co się dzieje. To wszystko przez to, że spałem. Hunnie, proszę nie gniewaj się już. – powiedział ocierając swoje oczy rękawami za dużej na niego bluzy.
- Myślę, że to jest ten moment, gdzie powinniście się sobie rzucić w ramiona i wybaczyć całe zajście. – powiedział wzruszonym głosem Yeol.
Baekhyun wstał, po czym od razu usiadł i po czym wstał jeszcze raz. Jego oczy wyrażały furię, która wyraźnie kontrastowała z kamienną twarzą bez wyrazu. Na początku nikt nie wiedział o co chodzi... Jego prawa dłoń po chwili wylądowała na lewym pośladku, a każdy z nas jak zahipnotyzowany powędrował za nią wzrokiem. I wtedy do mnie dotarło, coś, o czym chciałem mu powiedzieć. Od dywaniku w kształcie pandy aż do jakże jędrnego tyłka mojego przyjaciela, ciągnęła się biała długa linia. Wszyscy natychmiastowo wybuchli śmiechem, oprócz Tao, który był załamany tym, że najprawdopodobniej będzie musiał wyrzucić dywanik. Lubił go. 
- Kto? – salwy śmiechu przerwał lodowaty głos Byuna i tylko Chanyeol w dalszym ciągu nie potrafił przestać się chichrać. – Kto do jasnej cholery jest tak mądry żeby zostawić, bądź wypluć gumę na środku pokoju, czy wy zdajecie sobie sprawę ile musiałem wydać na te spodnie?
- Ale to ja ci je kupiłem. – powiedział Chan.
- Cicho! – Jego oczy zabłysły czymś… po czym spojrzał na Chana. – Chanyeol! To ty prawda? Nikt inny w tym do mu nie jest aż taką niezdarą i nieokiełznanym debilem, żeby zrobić coś tak obleśnego. Fuj. Przez ciebie całe moje spodnie są z gumy do żucia, obrzydlistwo.
- Baekhyun, proszę nie denerwuj się, kupię ci nowe spodnie!
Yeol zabrał miotającego się z nerwów Baeka, HunHan się pogodził, więc właśnie chyba przyszła chwila spokoju. Zastanawiałem się tylko gdzie wcięło Jongdae.
     Poszedłem do swojego pokoju poczytać książkę, którą Kris mi ostatnio polecał.

Tego wieczora, chmury były wyjątkowo ciemne, a w naszym domu jakoś dziwnie cicho. To była jedna z tych letnich nocy, gdzie zapowiadało  się na burzę. Leżałem i słuchałem muzyki, nie to, że się bałem grzmotów i piorunów, to raczej jak Tao i karaluchy. Wiedział, że nic mu nie zrobią, a i tak ich nie lubił i darł ryja na cały dom jak gdzieś jakiegoś zobaczył. Nagle spostrzegłem, że do mojego pokoju powoli wdziera się światło z korytarza, co znaczyło, że ktoś wszedł do pokoju. Podniosłem się do siadu i zobaczyłem Chena.
- Co tutaj robisz?
- Nie denerwuj się chciałem tylko pogadać.
- O czym?
- Dlaczego jako jedynego z nich wszystkich mnie nie lubisz. – Popatrzyłem na niego zdziwiony.
- To nie tak, że cię nie lubię…
- Tylko?
- Sam nie wiem. Czasami mam ochotę cię rozszarpać, bo doprowadzasz mnie do szału, więc bardziej bym powiedział, że mnie irytujesz niż, że cię nie lubię. W ogóle co cię wzięło na takie poważne rozkminy?
- A tak jakoś – wyszczerzył się. – Idziemy pooglądać jakiś horror? Nie ukrywam, że jego propozycja jak najbardziej mi pasowała. Od zawsze uwielbiałem horrory, oczywiście o ile nie były o lalkach.
- Jasne, chodźmy.
Siedzieliśmy pod kocem w skupieniu oglądając film. Burza nadawała takiego wyjątkowego klimatu i dreszczyku emocji. Nie bałem się jakoś bardzo, tylko momentami zakrywałem twarz lub ewentualnie drgnąłem zbyt mocno, ale to się nie liczyło. Po dwóch godzinach, na dworze było już ciemno, burza odeszła, zostawiając po sobie deszcz. Popatrzyłem przez okno i prawie dostałem zawału.
- Chen, patrz, tam ktoś jest – przysunąłem się do niego.
- Gdzie, nie widzę.
- No tam w ogródku, coś zakopuje. – Naprawdę się przeraziłem.
Moje ciało automatycznie zamieniło się w galaretę, a ja nie potrafiłem tego opanować.
- W takim razie chodźmy to sprawdzić!
- Zwariowałeś! a jak nam też coś się stanie… nigdzie nie idę. – Skrzyżowałem ręce na piersi.
- Nie stanie, chodź.
Wyszliśmy salonem, przez taras, po czym skradaliśmy się w stronę nieznajomego. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć zamiłowania Tao do wszelkiego rodzaju roślinek. Było tego tutaj od cholery,  ale z drugiej strony go podziwiałem, bo mi nawet kaktus usychał.
Przybliżyliśmy się do osoby z łopatą i wtedy go rozpoznałem. Oczywiście nie od razu, ale po chwili byłem pewien. To był Kai.
- Ej, to nie jest Jongin? – Powiedział w tym samym czasie, co ja pomyślałem Chen.
- Tak, ale z drugiej strony, chyba nie ma on obowiązku pracować jak pada deszcz, więc co on tu robi.
Podszedłem do Jongina i stuknąłem go w ramię.
- Co robisz?
- Nic! – Drgnął przestraszony, po czym podrapał się po karku ze sztucznym śmiechem.
Mimowolnie spojrzałem na dół, który wykopał i wystarczyły może dwie sekundy szoku, jak zacząłem się drzeć. W dole leżał Kyungsoo.
- Matko, Kai jesteś mordercą!
To był moment, kiedy moje oczy co chwilę oślepiało białe światło, a wszyscy wokół mnie zaczęli się śmiać. Zdezorientowany, patrzyłem na Soo, który teraz nie mógł się opanować, a jeszcze chwilę temu leżał w błocie.
- Co się właśnie stało? – Zapytałem, kompletnie pozbawiony racjonalnego myślenia.
- Wszystkim się nudziło, więc padłeś ofiarą niecnego planu Jongdae.
- Ale czemu akurat ja?
- Bo nikt inny by się nie wystraszył.
- A Tao?
- Tao wystraszyłby się za bardzo - powiedział Kris.
- A po co te zdjęcia?
- Wylądujesz na ścianie dwunastu derpów.
- Co?
- Kupa, został tylko Sehun. - Cieszył się Tao.
- Jak Sehun? Uhh, nienawidzę was. JAK JA WAS KURWA NIENAWIDZĘ!



 CDN...



Noo, więc chciałam to dodać jeszcze w grudniu, na feriach, ale nie miałam laptopa, bo aż dwa razy się zepsuł :/ 
Zapraszam do komentowania ^-^ I przepraszam za błędy, bo możliwe, że jakieś są :)





9 listopada 2014

"Holiday" II

     Kiedy wyszliśmy z auta od razu podbiegł do nas Kai, żeby pomóc nam nieść wszystkie torby, a było ich naprawdę sporo patrząc na to, że wieczorem będzie nas dwunastka. Brunet podszedł do D.O, który od razu spalił buraka i zabrał od niego najcięższe siatki. Jongin odwrócił się tyłem do wielkookiego, maltretując go widokiem umięśnionych pleców, które nawet mnie troszkę kusiły. Widziałem, że między nimi dwoma na pewno jest coś jeszcze oprócz rzekomej przyjaźni, ale nie zamierzałem się w to mieszać.
W domu czekali na nas już Baek i Chan, których wcześniej wpuścił pan-nie-ogrodnik. Szczerze mówiąc nie spodziewałem się spotkać ich w Chinach, dziwiłem się wręcz, że nic mi nie powiedzieli na ten temat, ale to są oni wiecznie zakręceni, więc pewnie najnormalniej w świecie zapomnieli.
                - Junnie, co ty tu robisz!? – Zaczął piszczeć na cały dom, że cieszy się, że mnie widzi. Dopiero po chwili dotarło do niego, co to znaczy, przez co zaczął panikować. – O Matko! Jakim prawem ona puściła cię samego tak daleko, jak tylko wrócimy do domu zrobię kazanie twojej mamie, na temat tego, „na co nie pozwala się swoim dzieciom” jak ta kobieta mogła do tego dopuścić, myślałem, że ona jest inna… - kolejny, który zachowuje się, jako baba z doczepionymi jajami… czasami zastanawiam się czy Yeol naprawdę jest gejem mając za chłopaka kogoś tak bardzo podobnego do mojej własnej matki.
- Tak tylko mówię, że jestem od ciebie starszy. Nie mówiąc już, że naprawdę potrafię o siebie zadbać.
- No, ale…
- Byunnie, skarbie jak widzisz Suho żyje, jest cały i zdrowy, daj mu już spokój. – Jeżeli coś miało uciszyć tego nadpobudliwego dzieciaka to tylko i wyłącznie słowa wielkoluda.
- Jedzeeeenie! – dodarł do nas ogłuszający krzyk, kogoś, kogo prawdopodobnie jeszcze nie znałem, ale zaraz miałem.
- Człowieku uspokój się, nie jesteś u siebie, trochę kultury – jakiś drugi głos wydał długi, zirytowany jęk – jesteś niemożliwy, wiesz?
No tak, jak mogłem zapomnieć, że znajomi Krisa i Tao nigdy nie są normalni, nawet mi się czasami udzielało, ale co zrobisz?
- O Xing i Xiu przyszli – powiedział Kris, który w skali normalności był chyba najbardziej normalny z nas wszystkich.
- Luhan i Sehun dzwonili, że będą jakoś za dwie godziny, a Chen też jakoś za niedługo przyjdzie. 
Kiedy usłyszałem to imię, przez moje ciało przeszły jakieś ciarki, przez co zwróciłem na siebie uwagę wszystkich znajdujących się w pokoju.
- Jun, co ci? – zapytał zdziwiony Kyungsoo, który pojawił się znikąd.
- Nic, po prostu mnie przetrzepało. – Uśmiechnąłem się do niego.
Całe nasze towarzystwo, oprócz Soo i Jongina, którzy poszli do kuchni przeniosło się do salonu. Na stół wystawiona została wódka i parę misek chipsów. Tao podszedł do telewizora i włączył jakiś film, komedię, żeby nie było tak cicho. Każdy z nas doskonale wiedział, że i tak nikt filmu oglądać nie będzie. Po jakimś czasie przyszedł HunHan i Chen. Sehun zaczął się z wszystkimi witać i zapoznawać, po czym pociągnął Lu za rękę i znaleźli sobie miejsce gdzieś na ziemi. Jongdae z kolei, bo tak przedstawił się Baekhyunowi, wpieprzył tą swoją pewną siebie dupę między mnie a Lay’a, przez co byłem naprawdę mocno ściśnięty. W pokoju zrobiło się duszno, a na moich policzkach pojawiły się dwa różowe placki i tak, naprawdę chodziło  o temperaturę.
Cały czas czułem na sobie czujne spojrzenie Baek’a, który chyba używając swojego szóstego zmysłu zauważył, że zachowuję się troszkę inaczej niż zawsze. Wziął mnie na osobności na taras, a ja w duchu dziękowałem mu za to, bo bliskość Chana, zdecydowanie źle na mnie wpływała.
- Co jest pomiędzy tobą, a Jongdae?
- Nic.
- Ja mam w to niby uwierzyć?
- Powiedz mi czy to moja wina, że obrał mnie sobie, jako cel znęcania się i niszczenia mojej i tak już wyniszczonej przez was wszystkich psychiki, naprawdę nie musisz się martwić. Przecież nic mi nie zrobi, jest tylko kolejnym pojebańcem w naszej paczce, nic nowego. – Popatrzyłem na niego wzrokiem nieznoszącym sprzeciwu.
- Może faktycznie jestem przewrażliwiony.
- Za dużo czasu z moją mamą, zdecydowanie za dużo… – powiedziałem z uśmiechem.
W momencie, kiedy wróciliśmy wszyscy byli w trakcie oglądania jakiegoś moim skromnym zdaniem nudnego romansidła. Byłem na prawie sto procent pewien, że Tao wybierał film, bo który inny normalny facet (Baek się nie liczy) wybiera do oglądania jakąś dramatyczną komedię, kiedy salon oblegany jest przez dwunastu facetów? No właśnie, żaden. Usiadłem na podłodze opierając się plecami o nogi Lay’a. Nie czułem się śpiący, ale po jakimś czasie, moje powieki stały się niezwykle ciężkie i ostatnim, co zobaczyłem zanim zasnąłem było to, że Kai odpłynął, a ktoś obok niego wysoko podniósł butelkę z wódką.          
Nie mam pojęcia ile czasu minęło, ale kiedy się obudziłem byłem jedyną trzeźwą osobą w tym domu. Na podłodze walały się puste puszki po piwie i butelki po drogim alkoholu. W całym pomieszczeniu unosił się dziwny zapach i sumie nie byłem do końca pewny czy chce wiedzieć, skąd on się wziął. Patrzyłem na nich wszystkich i dziwiłem się samemu sobie, że jeszcze się nie spakowałem i nie wyjechałem daleko stąd.
Nie rozmawiałem dużo z Xiu, ale już mogłem stwierdzać, że go lubię, po tym jak totalnie bez powodu wziął kawałek pizzy i najnormalniej w świecie przyłożył nim w twarz Chenowi. Co prawda jego śmiech po tej sytuacji był trochę straszny, co najmniej jakby uciekł z jakiegoś zakładu dla psychopatów. Kto by pomyślał, że rozmazanie jedzenia na cudzej twarzy może tak bardzo uszczęśliwić człowieka. Zacząłem się naprawdę zastanawiać czy aby na pewno częściej nie powinienem odmawiać sobie alkoholu, bo to, co chłopaki sobą reprezentowali było... Nie na to nie ma dobrego komentarza. Tao zalewał się łzami w dalszym ciągu patrząc się na telewizor, biedak chyba nie zauważył, że film dawno się już skończył.  Mamrotał coś pod nosem, że Caroline powinna żyć.
Wspominałem coś o tym, że Kris jest normalny, tak? Cofam to. Może byłbym skłonny dalej tak twierdzić, ale nawet ja po alkoholu nie wchodzę na łóżko i nie drę ryja na cały dom, że jestem pterodaktylem i potrafię latać…
Gdzieś w oddali usłyszałem głośne łkanie i zaciekawiony zacząłem rozglądać się, który to z nich. Za drzwiami, w najciemniejszym miejscu tym pokoju siedział skulony D.O. Pobiegłem do niego zaniepokojony, wyglądał jak kupa nieszczęść, przez co w mojej głowie zaczęły pojawiać się dziwne myśli.
-Kyunggie, co się stało? – zapytałem, ale odpowiedzią chłopaka, był tylko głośniejszy płacz, było mi go naprawdę żal.
- Hej, popatrz na mnie – szepnąłem miękkim głosem jakby to miało w czymś pomóc.
- Właśnie o to chodzi, że nie mogę! – zakrył sobie twarz dłońmi.
- Dlaczego? – zdziwiłem się.
- No, bo one mi wypadną – znowu zaniósł się płaczem. 
Nie do końca rozumiałem, o co mu chodzi, ale nie chciałem żeby był smutny.
- D.O kochanie, ale co wypadnie?
- No oczy! Bo Kai powiedział, że jak dalej będę się tak patrzył na wszystkich, takimi dużymi oczami to one wylecą, a ja nie chcę, żeby wyleciały, zrób coś żeby zostały tam gdzie są. – Szczerze powiedziawszy śmieć mi się chciało jak usłyszałem powód, dla którego Soo płakał, ale było to na swój sposób urocze. W takim razie i Kai chyba nie wypił tej nocy za wiele, skoro było skłonny wmówić takie durnoty biednemu Kyungsoo. 
- A wiesz, że jak będziesz się przez dwadzieścia minut bez przerwy przytulał do Jongina, to na pewno twoje oczka zostaną na miejscu?
- Naprawdę? – Zapytał z nadzieją.
- Tak.
- Yeeeeeeey! – wstał i po chwili usłyszałem głośny huk o podłogę czegoś ciężkiego. Nie powiem, śmieszyło mnie to, jak Kai próbował się wyrwać od głęboko wierzącego w moje słowa D.O.
Siadłem na chwilę do Baek’a i Chanyeola, bo w tym całym rozpierniczu wydawali się być najbardziej ogarnięci.
- Jun, weź mu w końcu wytłumacz, że istnieje ktoś taki, jak bóg światła. – Moja brew powędrowała w górę, kiedy usłyszałem, co powiedział, ale po chwili, w głowie zapaliła się zielona lampka i przypomniała mi o tym, że Baek jest najebany w cztery dupy, więc nie powinienem wymagać od niego żadnych sensownych wypowiedzi.
- No i powiedz mi jeszcze, że ty nim jesteś – wtrącił się Chan.
- Tak, nie wierzysz?
- Na jakiej podstawie maiłbym?
- Chociażby na takiej, że jest noc i jest ciemno, ale w tym pokoju jest jasno, myślisz, że jak to działa?
- Żarówka?
- Chcesz powiedzieć, że nie wierzysz w to, co mówię? Że te wszystkie lata, które poświęciłem tobie były bezcelowe? Czy ty nie rozumiesz, że związek powinien polegać na zaufaniu... – Jakoś nie miałem ochoty tego słuchać i stwierdziłem, że chyba chcę się położyć, bo było już grubo po czwartej rano.
Wchodząc na górę, minąłem rozwalonego na schodach Sehuna, ale już nawet nie chciałem wiedzieć, o co chodzi i co mu się stało.
Obok mojego pokoju stał Luhan, który wpatrywał się w ogromne lustro i z błąkającym się na jego twarzy uśmiechem. Chyba nie muszę mówić, że cholernie się wystraszyłem, prawda? Przez chwilę nawet pomyślałem, że to rozwalone na schodach ciało Sehuna jest martwe, ale szybo wybiłem sobie ten durnowaty pomysł z głowy.
Zasnąłem utulony smutną balladą Yixinga, drącego ryj na dole, o tym jak w poprzednim życiu był jednorożcem, matką dziewictwa i czystości.

Rano, kiedy się obudziłem, czułem, że coś dmucha mi gorącym powietrzem w kark. Ludzie zniosę wszystko, bawienie się włosami, łaskotki, wkurzające tykanie po brzuchu, ale nie jak coś ma bezpośredni kontakt z moim karkiem. Kiedyś nawet wydarłem się na środku lekcji tylko, dlatego, że słuchawki mi po nim zjechały. Oczywiście później cała kasa popatrzyła na mnie jak na idiotę. Wracając do denerwującego wiaterku, chciałem sprawdzić, co jest powodem mojej katorgi, ale kiedy miałem zamiar się odwrócić, poczułem coś ciężkiego na brzuchu. Wyobraźcie sobie moje zdziwienie, kiedy odkrywczo stwierdziłem, że to noga. Nie moja noga. Tylko czyjaś. To był właśnie moment, gdy ogarnąłem, że któryś z tych debili wpakował mi się do łóżka. Gwałtownie odwróciłem się i zrzuciłem nieproszonego gościa na podłogę. 
- Miej litości, kimkolwiek jesteś – wyjęczał błagalnie.
Najgorsze w tym wszystkim było to, że najprawdopodobniej był Chen. Po chwili uświadomiłem sobie, że spędziłem noc z tym aktualnie zwijającym się z bólu człowiekiem, w dodatku, gościu miał na sobie tylko bokserki  i skarpetki.
- Człowieku, nie mogłeś znaleźć sobie innego łóżka, Tao ma chyba dziesięć pokoi jak nie więcej, a ty wybrałeś akurat ten? Nie zauważyłeś, że może jest zajęty?
- Suho, zamknij się, dobra? Czuję się jakby ktoś mi wywiercał mózg wiertarką, więc daj mi żyć.
- O nie, o nie mój drogi, trzeba było tyle chlać? Sam sobie jesteś winny.
Chen podniósł się chwiejnie, a ja patrzyłem na niego przez dłużą chwilę, stwierdzając, że wygląda inaczej. Chłopak wzrokiem próbował mi przekazać nieme „co” i wtedy wybuchłem śmiechem. Niemal zacząłem tarzać na tym łóżku, bo Jongdae wyglądał komicznie. Jego dość długie włosy zostały obcięte na równą grzyweczkę, która była stanowczo za krótka Chen wyglądał jak dziecko specjalnej troski. Szczerze mogłem pogratulować, osobie, która stworzyła to arcydzieło, tym bardziej, że ta grzywka, była naprawdę prosta, a po pijaku to nie lada wyczyn!
- O co ci znowu chodzi? – powiedział naburmuszony. Biedny skacowany człowiek.
- Chen – powstrzymywałem się od śmiechu – czy wiązałeś kiedykolwiek swoją przyszłość z fryzjerstwem? – Chłopak na początku popatrzył na mnie nie wiedząc, o co mi chodzi, ale kiedy jego oczy prawie dorównywały oczom D.O, zrozumiał.
- Nie…
- Tak – powiedziałem uśmiechając się do niego.
- Nie…
- Tak.
- Nie… - Przejechał ręką po swojej głowie i odkrył, że na jego czole jest stanowczo za mało włosów. – No, kurwa nie! – załamany pobiegł do łazienki, a ja w tym czasie zszedłem na dół i byłem zszokowany, że większość bandy już nie śpi, bo było dopiero koło jedenastej rano, a po takiej imprezie czasem szesnasta w magiczny sposób staje się wczesną porą dnia.
Cześć wam – przywitałem się ze wszystkimi. 
Chyba tylko Kai i Yeol okazywali jakieś oznaki życia, bo reszta zgonowała. Leżeli powykładani na stole i tylko biedny Sehun cierpiał, bo jedyny kawałek słońca w pomieszczeniu padał akurat na jego twarz.
- Baek, weź to jakoś wyłącz, czy coś. To coś jest za jasne oślepia mnie.
- A co ja, kurwa bóg światła? – powiedział zirytowany. Yeol od razu zaczął się śmiać, bo jak widać doskonale pamiętał ich wczorajszą rozmowę, ale chyba nie zamierzał tym męczyć zmarnowanego Baekhyna. Każdy wie, że pod wpływem alkoholu dzieją się rzeczy, które dziać się nie powinny. Mimo wszystko to, co wczoraj zobaczyłem zostanie ze mną na długo.
- Za co? Ja się pytam, co ja takiego w życiu zrobiłem, że ktoś zrobił ze mnie to, co zrobił. – Dało się słyszeć całkowicie wyprany z emocji głos Jongdae. Jedenaście par oczu spoczęło na bezbronnym Chenie i nawet ból głowy nie powstrzymał ich przed nie wyśmianiem skrzywdzonego chłopaka. Z tłumu wyłonił się Zitao, który podszedł do Dae i ciągnąc go za rękę, zniknęli za ścianą toalety. Xiumin i Lay powoli zaczynali się zbierać. D.O rzucił na stół jakieś tabletki na ból głowy. Jak widać szkoda mu się zrobiło ich wszystkich. Ten chłopak już chyba zawsze będzie mnie rozczulał, po tym, co wczoraj zobaczyłem.
- D.O masz może jakaś maść na siniaki czy coś? Cholernie bolą mnie kolana.
- Pewnie wczoraj w coś przywaliłeś, albo upadłeś.
- Nie – zaprzeczyłem – Kris ma po prostu bardzo rozwiniętą wyobraźnie – uśmiechnąłem się wrednie.
- O co ci chodzi? – spytał zdezorientowany Wu.
- Nawet sobie nie wyobrażacie, jakie rzeczy odwalacie, kiedy jesteście pijani.
- Szkoda, że tego nie nagrałem – zasmucił się ogrodnik.
Kiedy większość ulotniła się z naszego domu razem z D.O zabrałem się za sprzątanie całego tego bajzlu. Wszędzie walały się śmieci, jedzenie i wiele innych niezidentyfikowanych rzeczy. Po dwóch godzinach z toalety wyszli Tao i Chen. Kiedy spojrzałem na tego drugiego, nie powiem zamurowało mnie, nie wiem jak Huang to zrobił, ale Kim wyglądał zajebiście. Jego włosy postawione były do góry i zafarbowane na ciemny brąz. Oczywiście nie zamierzałem nikogo informować, że podoba mi się tak bardzo, bo kogo to interesuje.
- Wow, wyglądasz jak człowiek – rzuciłem nie sprawdzając nawet jego reakcji na moje słowa, bo przecież ścieranie blatu było o wiele bardziej fascynującą czynnością.
Nie mam pojęcia, dlaczego przy nim staję się taki wredny, bo na ogół jestem dość potulny. W sumie winę mogę zwalić na niego, bo kto mi broni.
Po chwili jednak nie wytrzymałem i ukradkiem spojrzałem na niego. Wskazał swoimi cholernie długimi palcami na policzki. Nie wiedząc, o co mu chodzi przyłożyłem dłoń do twarzy i poczułem, że jest za gorąca
- Ruszyłbyś dupę i mi pomógł a nie mnie rozpraszasz! – krzyknąłem, na co odpowiedział mi głośnym śmiechem. – Kretyn.

 CDN...